14.02.2013

początkowy początek początku

  
 Kurczę, to mój pierwszy w życiu blog. No dobra, nie liczę tego z czasów podstawówki, gdzie opisywałam moje poważne gotyckie rozmyślenia i wrzucałam wiersze mroczne niczym zad szatana. Minęło kilkanaście lat, obecnie jest szał na blogowanie, to dlaczego ja mam nie spróbować? 
  
                                                    

 Nie będzie to typowo szafiarskie miejsce, gdyż nie chcę na razie nikogo straszyć moją facjatą, a do tego nie mogę powiedzieć, że interesuję się modą. Nie znam większości nazwisk z tego światka i szkoda mi wydawać kasę na Vogue'a. Ale z pewnością mogę powiedzieć że ubrania sprawiają mi radość, choć nie podążam ślepo za tym co wisi obecnie na wieszakach w sieciówkach. Największa satysfakcja jest przecież z wyprania lumpeksowej marynary Chanel, prawda? 
  
 Spokojnie, kolejnego akapitu nie zakończę pytaniem retorycznym. Zacznę go od kolejnego punktu, który postaram się wyklawiaturować od czasu do czasu na blogu. Gotowanie. Taaaaak, tysiące Polaczków teraz gotuje, bo masterszef, bo Gessler (uwielbiam ją!), itp. Ja będę wrzucać przepisy smaczne i ładnie wyglądające. Tylko jest mały problemik - nie mam lustrzany i trzeba będzie się zadowolić zdjęciami z mego poturbowanego HTC. 
  


 I ostatnie. Recenzje książek, dań, kosmetyków, koncertów, wycieczek, wyjazdów oraz wszystkiego tego, nad czym chcę zrobić ach albo odwrotnie. Przecież nazwa to słowiański lajfstajl. Wszystko, czyli nic


A na zakończenie, kawałek miły dla duszy. 


PS: Jutro już coś wykombinuję. Tylko jeszcze nie wiem co. I do tego nikt tego jeszcze nie czyta więc teraz jest tak jakbym gadała sama do siebie, milusio. To chyba nie podchodzi pod chorobę psychiczną? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz